Kupujesz mieszkanie raz, ale żyjesz w nim przez lata. A życie, jak wiadomo, ma własny plan i rzadko konsultuje go z nabywcą nieruchomości. Dlatego zanim złożysz podpis na umowie, warto zadać sobie pytanie, które rzadko pada przy oglądaniu nieruchomości: czy kupuję mieszkanie na dziś, czy też na jutro i dla tej wersji siebie, której jeszcze nie znam?
Zakup mieszkania to jedna najważniejszych życiowych decyzji. Człowiek stoi przy deweloperskiej makiecie, patrzy na plan lokalu i myśli: „To jest to. Tutaj będę szczęśliwy." Tymczasem szczęście ma to do siebie, że zmienia adres częściej, niż byśmy chcieli.
Bo mieszkanie kupuje się raz, a żyje się w nim przez lata. I przez te lata zmienia się niemal wszystko: styl pracy, priorytety, a niekiedy nawet miasto. Jedyną stałą w tym równaniu jest rata kredytu, która trwa i trwa z iście geologiczną wytrwałością.
Gdzie jesteś teraz i dokąd zmierzasz?
Każdy kupuje mieszkanie w jakimś konkretnym momencie życia. Będąc singlem szukasz swojego pierwszego kąta. Z kolei para zastanawia się nad wspólnym życiem, a rodzina liczy łazienki i sprawdza odległość do szkoły. Problem w tym, że moment, w którym kupujesz, rzadko pokrywa się z czasem, w którym będziesz to mieszkanie spłacać. Warto zatem przeanalizować swoje obecne i przyszłe położenie.
Singiel
Singiel stoi przed pytaniem fundamentalnym: ile przestrzeni naprawdę potrzeba, żeby żyć jak człowiek? Zbyt małe mieszkanie szybko zaczyna przypominać kabinę okrętową. Za duże z kolei to wyższe koszty życia i większa powierzchnia do sprzątania.
Dla singla liczy się przede wszystkim lokalizacja – blisko pracy, znajomych i sensownej komunikacji. Warto jednak przy tym pamiętać, że bycie singlem to często stan przejściowy i za kilka lat twoje życie może okazać się o pokój za małe.
Para
Para odkrywa, że wspólne mieszkanie to cudowna rzecz. Idylla trwa do momentu, gdy oboje mają wideokonferencję o tej samej godzinie. Stąd coraz częstsze pytanie: czy potrzebujemy drugiej sypialni? Odpowiedź brzmi – zdecydowanie tak.
Rodzina
Tutaj metraż schodzi na drugi plan, a liczy się układ. Rodzina z dziećmi to logistyczne przedsiębiorstwo: wózki, rowery, plecaki oraz zbiory kasztanów o nieokreślonym przeznaczeniu. Dlatego wózkownia, rowerownia, winda czy przedszkole w zasięgu wzroku to nie fanaberie – to infrastruktura.
Jak przewidzieć przyszłość?
Nie trzeba mieć magicznych mocy ani wróżyć z rzutu piętra. Wystarczy zadać sobie kilka prostych pytań i być ze sobą szczerym, co jak wiadomo, bywa najtrudniejszą częścią całego procesu. Przede wszystkim kluczowe jest tu rozróżnienie między potrzebą a marzeniem. Marzenie to penthouse z widokiem na Wawel. Potrzeba to czwarte piętro z windą i balkonem. Obydwie rzeczy są ważne, ale tylko jedna z nich zapewni codzienny komfort życia.
Warto też spojrzeć szerzej i ocenić lokalizację nie przez pryzmat tego, czym jest dziś, ale czym będzie za dziesięć lat. Dobra okolica to taka, która rośnie razem z mieszkańcami: z komunikacją miejską, rozwijającą się infrastrukturą, sklepami i zielenią w odległości spacerowej. Pamiętaj, że samochodem można dojechać wszędzie, ale nie wszędzie chce się dojeżdżać codziennie przez następne dwadzieścia lat.
I wreszcie rzecz, o której rzadko się mówi przy podpisywaniu umowy: każde mieszkanie jest inwestycją, nawet jeśli kupujesz je wyłącznie dla siebie. Życie lubi zaskakiwać. Plany się zmieniają, rodziny się przemieszczają, praca przenosi się do innego miasta albo całkowicie do internetu. Mieszkanie, które da się łatwo sprzedać lub wynająć bez kosztownych przeróbek, to nie zimna kalkulacja. To po prostu rozsądek w działaniu. Prawdziwa wolność polega bowiem na tym, żeby mieć wyjście awaryjne i nie musieć z niego korzystać.
Na koniec – jedno pytanie
Najlepsze mieszkanie to nie to, które wygląda świetnie na wizualizacji. To takie, w którym dobrze się żyje – dziś, jutro i za dziesięć lat, kiedy wszystko, co teraz pewne, zdąży już kilka razy się zmienić.
Zanim więc złożysz podpis na umowie, zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie jedno pytanie: czy wybieram to mieszkanie dla siebie (tego dzisiejszego) czy też dla siebie tego za pięć, dziesięć, piętnaście lat? Jeśli odpowiedź brzmi „dla obydwu" to wiedz, że jesteś w dobrym miejscu. I to nie tylko w sensie adresu.